W OBIE STRONY

"Obserwuję u siebie dwie różne, acz uzupełniające się metody dochodzenia do rysunku czy malarstwa. Pierwsza polega na tym, że proces tworzenia jest spontaniczny i przebiega w zasadzie podczas rysowania. natomiast w drugiej metodzie najistotniejsza część procesu twórczego zachodzi w czasie pomiędzy pracami okres poprzedzający wykonanie obrazu jest stopniowym wypracowaniem w myślach koncepcji obrazu, szukaniem właściwej formy-symbolicznej, bogatej znaczeniowo, archetypowej, zakorzenionej w kulturze, oczyszczonej ze zbędnych treści, z odpowiednią kolorystyką.

Późniejsze malowanie jest tylko radością pracy nad utrwalonego wcześniej i donoszonego w głowie, a może i w sercu, obrazu. powstają tylko drobne korekty, szlifowanie formy.

Spontaniczność, ekspresja i związane z tym emocje są udziałem pierwszej metody, dającej odmienne stylistycznie efekty i bardziej nadającej się do rysunku właśnie.

Wcześniejsze konkretne przemyślenia nie odgrywają tu większej roli, choć głębokie podkłady świadomości, a zwłaszcza podświadomości są inspiracją, do której się odwołuję i uwolnić tym sposobem pracy. Praca żywiołowa, od ręki, zdaje się otwierać lepszą drogę dla głosu serca, a proces myślenia nad tym, co powstaje przenosi się na okres późniejszego wykończenia rysunku, wpatrywanie się w niego, rozczytywanie. Impulsami w czasie pracy mogą być jakieś silne wydarzenia z ostatnich dni, sytuacja, spotkanie, znak, muzyka-zwłaszcza muzyka słuchana w trakcie rysowania wywołująca skojarzenia nastrojowe, stany transowe, olśnienia, rytmy regulujące natężenie pracy. To wszystko nanosi się na powierzchnię obrazu, przenika, zamazuje, nakłada na siebie, powtarza aż do pewnego momentu, w którym jedna z historii zwycięży i obraz zacznie żyć własnym życiem zacznie mówić, poprowadzi do końca, do momentu, w którym nie będzie już trzeba dokonywać żadnych zmian najdrobniejszych nawet poprawek i wtedy...i wtedy można już patrzeć z nieustającym zdziwieniem"